Kategorie: Wszystkie | kosz | różności
RSS
sobota, 19 grudnia 2009
Sixers przerywają serię Celtics

Kto by się spodziewał, że seria jedenastu zwycięstw z rzędu Boston Celtics skończy się dzisiejszej nocy? Celtowie przegrali u siebie z Sixers, którzy nie dość, że są strasznie słabi w tym sezonie, to dodatkowo grali bez swojego "zbawcy" - Allena Iversona. Zwycięstwo Szóstkom zapewnił Elton Brand, udaną dobitką po rzucie Speightsa:

Gospodarze prowadzili już piętnastoma punktami w trzeciej kwarcie, ale nie potrafili utrzymać tej przewagi i słono za to zapłacili w końcówce. Dobrze widzieć, że Elton Brand jeszcze żyje: 23 punkty i 8 zbiórek w 27 minut z ławki i do tego zwycięski tip-in.

Mecz o podobnym scenariuszu miał miejsce w Nowym Jorku. W tym przypadku Clippers prowadzili z Knicks już dwudziestoma punktami, ale tak jak Celtics - dali sie dogonić, i w ostatnich sekundach przegonić. Tym razem w podobnej roli do Branda wystąpił David Lee, który na pół minuty przed końcem czwartej kwarty dobił niecelny rzut Ala Harringtona. Clippers mieli jeszcze szansę na zwycięstwo, ale najpierw Al Thornton zaliczył offense'a, a później Butler nie trafił trójki i piąte zwycięstwo Knicks w siedmiu ostatnich meczach stało się faktem.

Nowitzki

Carl Landry stracił trzy zęby. To efekt bliskiego spotkania trzeciego stopnia z łokciem Dirka Nowitzkiego. Center Rockets po tym starciu do gry już nie wrócił podobnie jak Nowitzki, który wprawdzie został jeszcze chwilę na parkiecie, by poćwiczyć osobiste lewą ręką, ale zaraz potem udał się do szatni gdzie założono mu trzy szwy na prawy łokieć. Jego występ w niedzielnym meczu przeciwko Cavaliers jest wątpliwy, ale szczerze mówiąc wątpię, aby taki mecz Dirk odpuścił. Bez swojego lidera Mavs nie dali rady Rockets, choć dzięki zrywowi 11-1 w końcówce czwartej kwarty udało im się nawet doprowadzić do dogrywki. Na więcej nie było już ich jednak stać tego wieczora.

Gwiazdy wieczoru:

Chris Paul: 30 punktów, 9 zbiórek i 19 asyst. Do przerwy CP3 miał tylko 4 punkty, ale w trzeciej kwarcie nastąpiła eksplozja - 18 punktów. Anthony Carter zastępujący Billupsa i Nuggets nie mieli na to odpowiedzi.

Gilbert Arenas: 45 punktów, 13 asyst.  W końcu pierwsze zwycięstwo Wizards podczas tej serii wyjazdowej. Agent Zero jednak nie umarł?

Kyle Lowry: 26 punktów, 10 asyst, 6 zbiórek i 5 przechwytów -mecz życia?

16:00, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 grudnia 2009
Nie ma to jak tanie piwo

Kryzys daje się we znaki we wszystkich dziedzinach życia, nie omijając również NBA. Hale nie wypełniają się w 100 procentach. Ba, niektóre świecą pustkami tak, jak trybuny na stadionie Narodowym podczas meczu Polska-Słowacja. Stąd kluby NBA imają się najróżniejszych sposobów na przyciągnięcie publiki na mecze. Sacramento Kings posunęli się chyba w tym najdalej. Podczas wczorajszego, transmitowanego na cały kraj meczu z Wizards każdy "kibic" mógł kupić piwo za ledwie jednego dolara. Akcja promocyjna prawie się udała, na meczu pojawiło się 16,579 kibiców czyli ponad cztery tysiące więcej niż średnia z obecnego sezonu. Piszę "prawie", bo nie udało się jednak zapełnić całej hali, która może pomieścić 17,373 widzów.

Chyba następnym krokiem musi być darmowe piwo i jeszcze darmowy striptiz cheerleaderek, może wtedy Arco Arena będzie wypełniona po brzegi. Przykre, jeśli pamięta się jak kilka lat temu wyglądały mecze w Sacramento. Arco Arena była uważana za najgłośniejszą w całej NBA, a kibice byli szóstym zawodnikiem zespołu i w tym przypadku naprawdę nie był to pusty frazes. Poniżej mała próbka tego, jaka atmosfera była na meczach Kings, zwróccie uwagę, jak reagowała publiczność (pierwsza minuta filmiku to pierwsza kwarta):

Wiem, że dzisiejsi Kings nie mogą się równać tamtej drużynie, ale z pewnością Tyreke Evans i spółka są warci oglądania. Tymczasem wielu ludzi z tych, którzy przyszli wczoraj do Arco Arena, większość czasu spędziła w kolejkach po piwo a nie na trybunach. Co więcej, całkiem sporo osób, najwyraźniej wystarczająco już uraczonych chmielowym napojem wychodziło przed końcem meczu, który przecież blowoutem nie był.

Czyli to jednak nie do końca tak, że ten wielki, zły kryzys nie pozwala ludziom pójść na mecz ich ukochanej koszykówki, bo skoro można zapłacić za bilet i nawet nie obejrzeć spotkania, to chyba problem też tkwi gdzie indziej i niestety nie dotyczy on tylko Sacramento Kings, ale prawie wszystkich zespołów NBA. Pytanie co zrobić, żeby było lepiej, żeby niektóre hale nie świeciły permanentnie pustkami a grający w nich zawodnicy słyszeli swój własny oddech. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale obawiam się że nie zostało już wiele opcji do wyboru i niedługo włodarze klubów faktycznie będa musieli uskuteczniać podany wyżej pomysł ze striptizerkami. Oby nie.

00:16, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2009
Bucks są sami sobie winni

Kobe Bryant kolejny raz to zrobił - wygrał mecz Lakersom. Nie tylko trafił buzzerbeatera, ale też zdobył 7 ostatnich punktów zespołu w dogrywce. Trzy punkty z tych siedmiu wywołały jednak sporo kontrowersji, oto dlaczego:

Sędziowie orzekli w tej sytuacji faul Boguta, więc Kobe zaliczył akcję 2+1. Nie jestem przekonany co do słuszności tej decyzji. Mam wrażenie, że gdyby kto inny był atakującym w tej sytuacji (np. Artest) to gwizdek mógłby być w drugą stronę, ale taka właśnie jest niestety NBA. W każdym razie dzięki tym punktom przewaga Bucks została zniwelowana do jednego punktu, a paredziesiąt sekund później Kobe zrobił to, co robił już wiele razy w swojej karierze:

Szkoda Milwaukee, bo zasłużyło na to zwycięstwo grą w przekroju całego meczu. Oczywiście można powiedzieć, że to Bryant pozbawił ich tego zwycięstwa, ale to tylko jedna strona. Druga jest taka, że to Bucks sami sobie wykopali ten grób grą w końcówce dogrywki. Gdyby przy stanie 106-102 na niecałą minutę przed końcem Ilyasova trafił oba rzuty wolne, to i heroizm Kobe'go na nic by się nie przydał. Niestety, rozgrywający najlepszy jak dotychczas mecz w NBA Turek pomylił się dwukrotnie. Później Bucks nie wykorzystali jeszcze dwóch okazji (ofensywna zbiórka Bella) na podwyższenie prowadzenia, a to już było za wiele by Lakers z tego nie skorzystali .

16:14, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 grudnia 2009
Nie rozumiem tych top ten

Oto 10 najlepszych akcji z dzisiejszej nocy:

Na trzecim miejscu znalazł się Rodney Stuckey, który trafiając na 9 sekund przed końcem meczu dał zwycięstwo Pistons nad Sixers (nietrafiona trójka z czystej pozycji AI2). Tego czego nie rozumiem, to dlaczego w najlepszych akcjach nie znalazł się inny zwycięski rzut, mianowicie Chrisa Paula z meczu z Timberwolves. Piękna, książkowa wręcz akcja, po której Timberwolves zostało tylko 1.5 sekundy na odpowiedź. Poniżej skrót tego meczu:

NBA kocha alley-oopy w highlightach, ale pewna doza umiaru by się przydała, bo za każdym razem jak zadunkuje w ten sposób Josh Smith albo Shannon Brown to już jestem pewien, że rano zobaczę ich w top ten. Przez to takie akcje jak wczorajszy "showtime" Lakersów pozostają niezauważone, a szkoda. Sami zobaczcie:

13:06, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 grudnia 2009
Najciekawsza noc sezonu NBA?

Noc, podczas której swoje mecze rozgrywa 10 zespołów z ujemnym bilansem, w tym dwa najgorsze w swoich konferencjach, a faworyci potykają się z Bucks, Clippers, Bobcats czy Grizzlies. Taka właśnie noc w najlepszej lidze świata zapewniła nam bardzo dużo emocji: dogrywkę, walkę do ostatnich sekund, niespodzianki - słowem, wszystko to za co kochamy ten sport. Któż by się tego spodziewał?

Gracze z New Jersey wygrali drugi mecz w sezonie, pierwszy na wyjeździe. Nets mają dodatni bilans, wprawdzie jedynie w trzech ostatnich meczach, ale to zawsze coś. W zasadzie to mam wrażenie, że teraz dopiero zaczął się właściwy sezon dla Siatek, w końcu mają w miarę zdrowy cały skład (poza Yi "pobiłem rekord Guinessa w ilości szwów na wardze" Jianlianem). Rekord 0-18 powinien mieć adnotację: "bez najlepszych graczy, w pierwszej piątce grali Alston i Hassell". O Chicago Bulls, którzy byli tacy gościnni dla zawodników New Jersey, można napisać tylko tyle, że to nie tak miało być. Okazuje się, że Ben Gordon był ważniejszym zawodnikiem dla Byków niż mogło się to wydawać. Czekajcie na trade z udziałem Bulls, powinien nastąpić niebawem.

Nocioni

 

Chris Paul podobno nie jest jeszcze w pełni sił. Daj Boże w pełni zdrowym zawodnikom grać na takim poziomie jak teraz gra lider Szerszeni. Pojedynku na pg z coraz mocniejszym kandydatem do ROTY -  Reke Evansem Paul wprawdze nie wygrał, powiedziałbym, że był remis, ale w meczu to Hornets byli górą. W końcu świetny mecz Davida Westa: 24 punkty i 12 zbiórek. Kings mieli szansę na doprowadzenie do dogrywki, ale Nocioni - faulowany przy dobitce po niecelnym rzucie Evansa, nie trafił rzutów osobistych. Po tym meczu oba zespoły mają taki sam bilans: 9-11. Kings mimo trzech porażek z rzędu są tym zespołem, których taki początek sezonu może cieszyć.

Conley

Memphis Grizzlies utarli nosa Cleveland Cavaliers i to był mecz tej nocy. Zach Randolph zdobył najwięcej punktów w sezonie - 32 i dodał do tego 14 zbiórek. Mike Conley trafił decydujący rzut w dogrywce, a "King" mimo 43 punktów nie zdołał trafić ani pod koniec czwartej kwarty, ani pod koniec dogrywki (dobra obrona Gaya). Grizzlies dobrze się oglądało, nawet publika w Memphis nie dość, że przyszła na mecz to jeszcze nim żyła, to ci niespodzianka. Niedźwiadki wygrały trzecie spotkanie pod rząd, powoli chyba trzeba się przyzwyczajać do faktu, że Grizzlies zmieniają się z chłopców do bicia w całkiem niezły team, w końcu talentu tam nie brakuje.

Zapowiadany jako hitowy pojedynek starych kumpli Nasha i Nowitzkiego w Dallas, hitem raczej nie był. Mavs byli pewni zwycięstw, kiedy w końcówce obudzili się Richardson i Nash. Dzięki ich trzem trójkom z rzędu i spudłowanych osobistych Terry'ego Suns prawie mieli szansę na zwycięstwo. Prawie, bo przy zegarze wskazującym 2.4 sekundy do końca i zbiórce po spudłowanym wolnym The Jeta zabrakło Słońcom czasu do oddania rzutu. Kto wie co by się stało gdyby mieli jeszcze jeden timeout do wzięcia i w związku z tym piłkę z boku.

14:54, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 grudnia 2009
The Answer będzie szukał odpowiedzi

Allen Iverson wrócił z miesięcznej emerytury. Była pełna hala, była owacja na stojąco, całowanie parkietu i 11 punktów w pierwszym po trzech latach meczu w trykocie Sixers.

W sezonie, gdzie na mecze słabo przecież grających  hokeistów Philadelphii Flyers przychodzi do Wachovia Center średnio o ponad 7 tysięcy więcej kibiców niż na mecze 76ers, pełne trybuny na meczu z Nuggets muszą robić wrażenie. Nietrudno było jednak przewidzieć, że Iverson będzie znowu marketinkowym pociągiem dla swojego nowego/starego klubu. Władze Sixers mają więc przynajmniej jeden problem chwilowo z głowy. Gorzej, że drużyna nadal przegrywa. W meczu z Nuggets A.I. nie pomógł, bo i nie mógł pomóc, w związku z czym  dziesiąta porażka z rzędu stała się faktem, mimo, że przez trzy kwarty Sixers prowadzili, a Carmelo Anthony nie mógł sobie  zbytnio poszaleć przy dobrym indywidualnym kryciu (5-21 z gry).

Obecnie w lidze tylko dwie drużyny mają gorszy bilans od Philadelphii. Są to: Timberwolves i Nets (sic!). Nawet New York Knicks z takimi "gwiazdami" jak Chris Duhon czy Jarred Jeffries są wyżej w konferencji. Mimo kontuzji Speightsa czy teraz Williamsa, bilans 5-16 jest zawstydzający dla zespołu, który przecież nie może narzekać na brak talentu. Pytanie czy Iverson sprawi, że Sixers zaczną wygrywać? The Answer na pewno potrzebuje czasu żeby dojść do optymalnej formy, ale tak czy siak nie wydaje się być panaceum na wszystkie problemy zespołu.

11:08, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 grudnia 2009
Tragedia w osiemnastu odsłonach?

Telenowela z Allenem Iversonem w roli głównej powoli zmierza ku szczęśliwemu (?) zakończeniu, o czym szeroko informują wszystkie najważniejsze serwisy o NBA. W związku z tym, niejako w tle (i bardzo dobrze), dobiega końca inny tasiemiec, właściwie tragedia, która, wszystko na to wskazuje, skończy się tak jak antyczne wzorce nakazują, czyli nieuchronną klęską. Dzisiaj w nocy będziemy świadkami ostatniego - osiemnastego odcinka. Poniżej krótki skrót wcześniejszych siedemnastu, smutny, ale za to ze znakomitym podkładem muzycznym (nie mógłbym napisać inaczej):

Choć Hollywood ze swoim obowiązkowym happy endem, nie jest mi specjalnie bliskie, to chciałbym dzisiaj w nocy zobaczyć coś co możnaby określić tym mianem, a więc: GO NETS!!

19:53, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 grudnia 2009
Bargnani przedłużył serię

Toronto Raptors grają tak, że nie mogę ich oglądać. Już trzy tygodnie temu pisałem o fatalnej obronie Raps. Wydawało się, że gorzej już być nie może, ostatnie mecze pokazują jednak, że owszem, może. Na pociechę fanom Dinozaurów: jest jedna rzecz w której Toronto jest najlepsze w całej NBA, właściwie w całej historii ligi, to liczba kolejnych meczów z co najmniej jedną trafioną trójką.

Seria ta zapoczątkowana została 26 lutego 1999 roku w meczu przeciwko Timberwolves. Wtedy to w pierwszej kwarcie owego meczu, nie kto inny jak Vince Carter trafił za trzy. Poprzedni rekord należący do Miami Heat, został pobity w 2005 roku, kiedy to Morris Peterson trafiając zza łuku, ustanowił nowy na 595 kolejnych meczów. Razem z ostatnim niedzielnym meczem z Phoenix seria ta wynosi obecnie już 878 meczów. Oto kilka ciekawych liczb odnośnie trójkowego szaleństwa Raptors:

- 5227- tyle trójek trafili Raptors od czasu rozpoczęcia serii;

- 801 - tyle najwięcej rzucił jeden zawodnik (rekord klubu), jest nim Mo Peterson ;

- 9 - liczba hal, w których seria była przedłużana a które nie są już arenami NBA (kto potrafi je wymienić?);

- 5 - tylu zawodników o nazwisku Williams było zawodnikami Raptors w tym czasie;

- 648 - najwięcej rzutów za trzy w jednym sezonie (2004-2005) od początku serii.

W niedzielnym meczu przeciwko Suns Raptors spudłowali aż 19 rzutów zza łuku. Trafili jednak ten jeden jedyny raz, dzięki czemu seria trwa dalej. Autorem tego rzutu był Andrea Bargnani, dla którego nie był to pierwszy raz, kiedy przedłużył rekord Toronto. Podobna sytuacja miała miejsce 1 grudnia 2006 roku.

W sumie w 25 meczach seria była przedłużana zaledwie jednym celnym rzutem. Bodaj najbardziej emocjonującym (ale i najbardziej kuriozalnym) był rzut Darricka Martina na pół sekundy przed końcem meczu z Dallas:

 

Jest więc jeden powód, dla którego warto obejrzeć dzisiaj mecz dołujących Raptors z nie lepszymi Wizards - dla kolejnej trafionej trójki zespołu z Kanady. Przyznam jednak, że to mimo wszystko bardzo słaby powód.

22:09, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009
Kobe nie jest pierwszy

Pewnie większość z was widziała wczorajszy niesamowity rzut Bryanta zza tablicy, dla przypomnienia:

Cyrkowy rzut, ale Kobe nie był pierwszy. W podobny sposób trafił np. Larry Bird:

Rudy Gay:

i jeszcze Doug Christie, choć niestety, nieuznany rzut:

Który z tych rzutów jest waszym zdaniem najlepszy? Zachęcam do głosowania.

14:00, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 listopada 2009
Knicks postraszyli Celtics

Nie wiem czy to Knicks byli dziś tacy dobrzy czy Celtics tacy słabi. Nieważne. Ważne, że Madison Square Garden było dziś miejscem emocjonującego meczu zakończonego dogrywką. Mało zresztą brakowało, aby doszło do kolejnej, ale nie dopuścił do tego Kevin Garnett trafiając równo z końcową syreną:

Prosty pick n' roll wystarczył, żeby Garnett miał więcej miejsca do rzutu niż podczas meczu młodzików. Taka łatwa pozycja nie powinna się zdarzać w ostatnich sekundach meczu. Przykre to o tyle, że wcześniej w dogrywce Knicks bronili bardzo dobrze, zupełnie jak nie oni.

Swoją drogą, zasłona jaką postawił Garnett raczej nie była do końca czysta, ale wyobraźcie sobie reakcję Celtics jakby sędziowie użyli gwizdka w tej sytuacji.

23:18, gunner84 , kosz
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
statystyka